piątek, 22 maja 2015

SZKOŁA ...

Wytrzymać jeszcze tylko ... niech policzę ... 35 dni! I będzie spokój. 
Dziś znów, jak i w środę i wcześniej, mój uczeń wkurzył mnie. I znów sprowokowana podniosłam głos. Drugi raz w tym tygodniu usłyszałam z jego ust słowa, których nie ma prawa mówić do mnie (może sobie myśleć co chce i mówić o mnie co chce, ale - nie do mnie!). Mam serdecznie dość, nie jego, a jego zachowania. I teraz przepraszam .. "pieprzony gówniarz, który na każdym kroku będzie pokazywał, że nie musi wypełniać niczyich poleceń jeżeli nie ma na to ochoty, bo On sam wie lepiej jak wszystko wykonać. W dupie mam taką naukę! Jak ja teraz położę na nim kreskę, to potem wszyscy będą narzekać, że z nim się nie da pracować. A co ja mam zdrowie tracić, żeby potem innym nauczycielom i jego rodzicom się lepiej żyło?! O nie!"


Do końca roku zostało 5 tygodni. Postanawiam (chociaż wiem jak to u mnie z tymi postanowieniami jest), że już więcej nie będę z nim dyskutować i wrzeszczeć na niego. Wkurzę się pewnie nie raz, ale przegadam te nerwy z kolegami, wyjdę z sali, ale z nim nie będę dyskutować. Od teraz będzie pisał tyle ile chce i jak chce, a mama niech sobie z tym radzi sama. Chociaż z tego co wiem, to zerka mu do książek i zeszytów, ale nie ma pojęcia, czy zrobił to o co prosiłam, czy to jest dobrze wykonane i czy nie trzeba było coś więcej pisać, rysować, liczyć. Trudno. Zawsze może do mnie przyjść i zapytać o wszystko, mi nigdzie po lekcjach się nie spieszy, za to Jej, zawsze. Dziękuję, wypaliłam resztki sił do TEGO ucznia, a mam jeszcze 19-tu i nie chcę by oni wspominali 2 klasę jako niekończącą się walkę słowną ucznia z panią nauczycielką.
Kurcze, mam w klasie 20 uczniów, a tylko jeden jest taki TRUDNY. Skąd taka różnica? W tym samym wieku, z tego samego środowiska, a takie jego zachowanie wychodzące poza ramy. Wiem, wiem ... geny, zmiany w układzie nerwowym, choroby itd. Ale ciekawe, że inni w tej klasie nie natrafili w swoim rozwoju na takie przeciwności. A może tak decydujący wpływ mają t błędy wychowawcze? Bezstresowość, brak konsekwencji, czasu, zainteresowania, właściwych zabaw, czasu wolnego, kontaktów z rówieśnikami, życie i zachowanie rodziców/rodziny????? Nie wiem, ale Jego zachowanie normalne nie jest! 
A żeby miło zakończyć dzisiejszy temat ... znów dużo czytam, oglądam seriale i filmy, a że kosztem innych rzeczy, trudno ;-)

niedziela, 26 kwietnia 2015

JAK BYĆ SYSTEMATYCZNĄ?

Kurcze, to chyba jest niemożliwe. Z tym trzeba się urodzić albo mieć wokół siebie ludzi, którzy tak Ci zorganizują czas, że będzie wyglądać jakbyś była systematyczna. Tyle mam tego wszystkiego do ogarnięcia, ze zwyczajnie nie nadążam i ciągnę za sobą coraz większy balast. A każde zrobienie zaległości powoduje, że jestem z siebie bardzo dumna ;-) 
W moim domu panuje pozorny spokój. Pochowaliśmy pod dywan różne niesnaski i jakoś idziemy do przodu. Myślę, ze pogoda i świeże powietrze temu sprzyjają. Chociaż z tym świeżym powietrzem to jest różnie, bo wiecie, tam gdzie ludzie mają centralne ogrzewanie z kominów leci różny dym.
Moi sąsiedzi z naprzeciwka mają pecha (albo my go mamy) bo najczęściej wiatr wieje od nich, prosto na nas, więc co wylatuje od nich z komina zaraz jest w moim domu. Więc jak oni zaczynają palić, ja szczelnie zamykam drzwi i okna. Pomyślicie, spokojnie już wiosna, przestaną palić raz dwa. Guzik prawda. Palą by mieć ciepłą wodę i oszczędzać na prądzie lub gazie. Super, tylko czemu palą drewnem pokrytym jakimiś substancjami?! Nie chcę żyć w konflikcie z sąsiadami, ale mój mąż ma racje, tak się nie da! Bo co, w lecie mamy nie siedzieć przed domem? a okna otwierać dopiero po 23-ej? Rozmawiał z nimi 2 razy, spokojnie. Póki co 3 dni nie palili, ale wiem, że takiego drewna mają dużo, a innego nie, więc co teraz mają zrobić?
Wiem, że to nie mój problem, ale jednak, nie chcę nikomu utrudniać życia. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. 
W szkole dobrze, ale mój uczeń, który drze koty ze mną, nadal to robi z większą lub mniejszą mocą. Jak coś od niego wymagam to z większą, a jak go "nie tykam" to z mniejszą. Rozmawiałam z jego rodzicami, podjęliśmy pewne kroki, efektów ZERO! Tym razem organizuję spotkanie, mój uczeń, ja i jego mama. Będę 8-latkowi tłumaczyć co wolno mi na lekcji, co mogę, a co muszę robić. I oczywiście podobnie względem niego. Dyrektor dał mi wolną rękę i mało tego, powiedział, że mam niezły pomysł. I potem znów dam nam tydzień. Jak nie będzie efektów, pomyślę o czymś innym. 
Dla niewtajemniczonych, problem jest w tym, że:


mój uczeń wie lepiej ode mnie (według jego mniemania) co w danej chwili ma robić i w jakim tempie, a jak nie to zaczyna ze mną dyskusje, które nie prowadzą donikąd, bo nawet jak mu udowodnię moją rację, to On i tak tego nie zrobi "bo nie" dla zasady (oczywiście już dawno z nim nie dyskutuję na wiele tematów),

mój uczeń ma problemy z emocjami (z agresją) więc nie mogę za mocno naciskać bo go zdenerwuję i w tedy nie zrobi już nic, a gotów jeszcze komuś wyrządzić krzywdę,

mój uczeń ciągle kłamie i nawet jak mu udowodnię winę to często i tak nie chce poddać się karzę i wtedy muszę szukać sposobów, żeby jednak go ukarać, nie tu, to w domu, po przez rozmowę z rodzicami, 

mój uczeń jak jest zły to "łapie mnie za słówka" ... wyciągamy zeszyty w linie - on siedzi - bo nie powiedziałam kiedy ... teraz - z uśmiechem na ustach wyciąga,

mój uczeń nie używa słów grzecznościowych, są dla niego niczym wywoływanie wymiotów,

mój uczeń jest mądry i inteligentny, ale uparty, złośliwy, niegrzeczny, niemiły, nieuprzejmy i uważa, że wszystko mu się należy ...

Chyba już wiecie z kim mniej więcej mam do czynienia? Mam w klasie 20 uczniów i nie myślcie, że tylko On sprawia problemy, ale On zdecydowanie największe.

Odchodząc od tematu szkoły. Zupełnie zaniedbałam kontakty z koleżankami, ale nie dlatego, że nie chciałam sie z nimi spotykać, tylko albo one nie mogły albo ja ... bo mamy dzieci, szkoły i obowiązki. Ale ze wszystkich sił chcę to nadrobić zaraz z końcem roku szkolnego. 
Skończyłam ciekawą serię "Diabelskich maszyn" płakałam cały dzień. Dawno tak książka mi nie namieszała w głowie. Czytam ostatnią część o Harrym Hole (pewnie niektórzy wiedzą kto to, a Ci co nie wiedzą ... wstyd) i jest mi tak strasznie przykro ... biedny ten mój Harry (wiem i Twój i Twój ...) to jest wyzwanie, mieć takiego partnera życiowego. 
Mam zamiar zacząć oglądać serial "House of cards", słyszałam wiele pochlebnych opinii no i Kevin Spacey - macie jakieś opinie o tym serialu?
Z ogromną niecierpliwością odliczam dni do końca roku szkolnego - chociaż my nauczyciele, nigdy nie kończymy razem z uczniami, a kilka dni później, ale bądź co bądź to jeszcze tylko ... 64 dni - zleci !! ;-) 


Już dwa razy byłam w kinie na "Szybcy i wściekli 7" (raz na 4D) - uwielbiam tę serię, to niezwykłe jak obcy sobie ludzie potrafili tak się polubić, co gołym okiem widać i tak świetnie wpasować się w specyfikę filmu. Biedny Paul (R.I.P.). 
Jestem tu mniej, bo każdą wolną chwilę poświęcam na książki, ale i tak chcę dalej tu być i u Was, więc nie poddaję się, a i Wy mnie nie skreślajcie. 

piątek, 17 kwietnia 2015

KSIĄŻKA 2 (KI) - 2 serie CASSANDRY CLARE

Kiedyś spodobała mi się okładka książki. Wrzuciłam jej okładkę do mojego folder i Be mi ją kupił. Przeczytałam, bardzo mi się spodobała, ale cóż, skoro inne już czekały na półce w kolejce. Potem od Be dostałam kolejną książkę Cassandry Clare, tyle, że pierwszą część innej serii i .... znów mi się ogromnie spodobała. Postanowiłam powrócić najpierw do tej poprzedniej. 


DIABELSKIE MASZYNY to ta pierwsza seria (naprawdę napisana jako druga, ale opisuje czasy przed pierwszą). Na każdej z okładek znajduje się trójka głównych bohaterów, których los tak pokierował ścieżkami życia, że ciągle kroczą ... jedną drogą. Will, James i Tessa. Mają 18 i 17 lat (oj trochę mało jak dla mnie dla moich bohaterów) i nie są ludźmi. Tak, tak wkraczamy w świat magii, wampirów, wilkołaków, podziemnych, przyziemnych itp. 
Tessa kocha Willa, a On ją, ale nie może jej tego okazać - bo Ona zginie. Will kocha James'a są niemal jak bracia, zawsze razem, jeden za drugiego odda życie. James umiera - jest śmiertelnie chory i kocha Tessę, z którą jest zaręczony. 
Strasznie zagmatwane, ale autorka jest genialna w tworzeniu charakterów postaci, dialogów między nimi i ogólnie miała niezły pomysł i świetnie go opisała.

P.S. Dziś nad ranem skończyłam "Mechaniczną księżniczkę". Już dawno tak nie płakałam po skończonej lekturze ;-( Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Autorka mnie rozczarowała. Wybrała ten gorszy scenariusz. Wielką miłość zamieniła w farsę i zakończyła ją ... Jak ktoś czytał to zrozumie. Człowiek czyta niemal 1500 stron, żeby na końcu załamać się, bo autorka postanowiła ciągnąć zakończenie bez końca - zabijać je i wskrzeszać, zabijać je i wskrzeszać ... tym doprowadziła mnie do błędu i zwyczajnie rozczarowała na końcu i zdenerwowała. A mój płacz ciągle jest na końcu nosa.


DARY ANIOŁA ta seria składa się z 6-ciu części (ja obecnie przeczytałam pierwszą). Więc jeszcze zbyt dokładnie nie mogę jej Wam opisać. Znów małolaci są tutaj głównymi bohaterami. W przeciwieństwie do "Diabelskich Maszyn" których akcja działa się w Londynie na przełomie 1800 i 1900 roku. Tutaj mamy Nowy York i współczesne czasy. Clary zawsze żyła jak normalna nastolatka do póki nie dowiedziała się, że jej matka nie jest tą osobą, za którą się podawała, a jej ojciec wcale nie zginął 15 lat temu. I znów mamy trójkąt. 
Ciężko było by mi wczuć się w sytuację, gdzie 2 kobiety walczą o jednego mężczyznę, za to w tej sytuacji, gdzie 2 mężczyzn bije się o kobietę odnajduję się bardzo łatwo ;-) 

To świetne książki i z czystym sercem mogę Wam je polecić. A jeśli lubicie wilkołaków i wampiry to już w ogóle jesteście w raju. Dawniej gdyby ktoś mi powiedział, że polubię taką literaturę, wyśmiałabym go, a tu proszę. Nie zastanawiałam się nigdy dlaczego ten świat tak mnie wciąga i uspokaja, ale to chyba chodzi o zasady, określone miejsce w szeregu, szaleństwo, siłę, władzę, przyjaźń, więzi itp. ;-)

niedziela, 12 kwietnia 2015

OCH, ŻYCIE ...

Czasami zaczynam dochodzić do wniosku, że dorosłość mnie rozczarowała, podobnie jak małżeństwo, relacje między ludźmi  i ... całe życie. Że to wszystko mnie przerosło. W nocy właśnie tak się czułam. 


Czasami takie mam wrażenie, że tak siedzę sama, w jakimś okropnym miejscu i ... chyba nie mam siły wstać i z niego wyjść. Tylko ten mój synek, sama myśl o nim ... od razu wstaję, otrzepuję pupę i biorę się w garść. Nawet nie chcę myśleć, co gdyby nie on .. Ale gdyby nie on to wtedy niektóre wybory byłyby łatwiejsze. 
Ale nic, to jest Polska, tu nie da się zmienić swojego życia w ciągu jednego dnia. 
Mam Was zanudzać? Tylko tego jest tak wiele, że wieczoru i nocy mogłoby zabraknąć. A jak sami wiecie, czas mam ograniczony, póki synek nie wstanie (a już śpi godzinkę). 
Kiedyś czytałam na jednym z blogów o relacjach rodzinnych, że niby wielka rodzina, a nie wszyscy się lubią, nie wszyscy się spotykają i odwiedzają ... U mnie właśnie zaczyna się coś takiego pojawiać. Wychodzi to zupełnie niepotrzebnie. Bo można by sobie wszystko omówić, porozmawiać, ale to dla niektórych za trudne albo zwyczajnie rozmowa nic nie da. Okropne jest tkwić między takimi ludźmi. A z drugiej strony, czuję ulgę, jak pomyślę "ale w sumie to nic, nie będziemy się spotykać i trudno, ale oni będą szczęśliwsi i może my też, byle tylko nie psuć tego spokoju, który powstał gdy się nie spotykają". 
Powiem Wam szczerze, że dla mnie teraz najlepsze życzenia powinny zaczynać się od słów "życzę Ci: spokoju i zdrowia dla synka oraz reszty rodziny", a wszystko inne niech będzie potem albo ... i nie. 
Może systematycznie, po troszku uda mi się opisać Wam co i jak. Może coś mi doradzicie (chociaż bardzo dobrze wiem, co) albo inaczej .... może poznam jakieś historie z Waszego środowiska, które przypominają moją i ... kończą się happy end'em ;-) 
Dziś tyle. Uciekam w świat książki (właściwie od roku to głównie w tym drugim świecie znajduję spokój i inne fajne uczucia). Tym razem to "Mechaniczny książe". 

niedziela, 15 marca 2015

W PUNKTACH ... CO U MNIE

Chroniczny brak czasu nadal, ale światełko w tunelu już widać całkiem wyraźnie. Niech tylko ta wiosna już będzie. 

1. PRACA. W szkole bez większych zmian. Jest dobrze, chociaż wiadomo, że lepiej zawsze może być. Dzieciaki nie dają w kość, bardziej niż zwykle, ani ich rodzice - właściwie to z rodziców mogę być zadowolona. Z jednym chłopcem mam większe przejścia i niestety często może się wydawać że go dręczę lub jestem złośliwa, ale jego mama ciągle podkreśla mi, że wobec niego muszę być wyjątkowo stanowcza, bo on niestety chce wszędzie dowodzić, a zupełnie tego nie umie i jest przy tym ogromnym egoistą. Więc gdyby ktoś czasami posłuchał z boku naszego dialogu, to po pierwsze powiedziałby "dookoła sami wariaci" a po drugie śmiałby się i pukał w czoło niczym na filmie Monty Python'a (takie chore rozmowy prowadzimy) np. 
- Czemu nie piszesz?
- Przecież piszę!
- Nie, nie piszesz, bo dopiero wziąłeś pióro do ręki!
- Pisałem! Tylko Pani podeszła i mi przerwała!
- Nie pisałeś, dlatego do Ciebie podeszłam.
- Bo chwilę myślałem, ale też pisałem. 
- A dlaczego masz zadanie 1-sze nie zrobione, a my już jesteśmy przy 3-cim?
- Bo mi Pani przerwała! ...itp.
Poza tym dużo pracy papierkowej, czego nikt z nauczycieli nie znosi. Nie dość, że sprawdziany, materiały do lekcji, dzienniki, zeszyty, ćwiczenia, to jeszcze tona biurokracji. Ciągle mam jakieś tyły. Ale doszłam do wniosku - trudno, systematyczność nie jest moją mocną stroną, więc wolę przysiąść 2 razy, a resztę przeznaczyć na książkę i film, niż ciągle w wolnej chwili siedzieć w papierach.
Z kolegami w pracy nie mam problemów, a wręcz fajnie się dogaduję no i z moim Dyrektorem też. Chociaż ostatnio powiedział, że obowiązkowo ja i moja rówieśniczka musimy iść na kurs dla wychowawców, bo dyscyplina u nas w klasach nie jest na najwyższym poziomie. No cóż, mój charakter daleko leży od rzeczowników "zołza", "generał", "sędzia" itp. No to czekam na termin kursu.


2. DOM. Tu jest lepiej i gorzej. Ostatnio częściej gorzej. Nie przestaję się dziwić, jak dwie czy nawet trzy rodziny mogą latami mieszkać pod jednym dachem? Oczywiście wiem, że są tam spory, kłótnie i ciche dni, ale mimo wszystko oni ciągle pod tym jednym dachem. Ja mam dość mieszkania z rodzicami. Ciągle jestem miedzy młotem, a kowadłem, miedzy mężem, a moją mamą czy tatą. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, każdy by chciał mieć swój kąt i chwilę ciszy, ale nie jest to możliwe na jednym poziomie domu. Myślałam kiedyś, że szybko uwiniemy się i góra powstanie, ale niestety nie udaje się to. Nie tracę jednak nadziei. Zastanawiam się tylko, czy może nie byłoby zdrowiej pojechać do Krakowa, do mieszkania męża w Kamienicy i tam na 2-3 lata się przenieść, by potem wrócić znów na wieś, ale już na drugie piętro. To jednak spowoduje, że ... mieszkanie trzeba trochę odremontować i niestety nie będzie wynajmowane przez ten czas i może odczuje się brak tych pieniążków z wynajmu. A z drugiej strony. Jak zrobi się ciepło to chcemy częściej jeździć do Zawoi, do domku mojego męża, obok lasu. 
Poza tym Maluch czasami tak daje w kość, ten bunt 2-3-latka ... a do tego cechy charakteru taty, no czasami w pupę dostanie, bo inaczej trudno go do pionu postawić. Ale nasze dziecko ani nie jest przesadnie użalające się nad sobą, ani pamiętliwe, więc ciągle się kochamy najbardziej na świecie. I to jest największa zapłata, kiedy wkurzy mnie na maksa, popłacze gdzieś przy babci, a potem przychodzi "mamusiu kocham" ;-) To jest sukces wychowawczy ;-) 

3. CZAS WOLNY. Mam go jak na lekarstwo. Najczęściej jest tak. Praca, potem od 15-ej Maluch, od 21:30 czas dla siebie. I wtedy odrobina pracy, rozmowa z mężem i film lub książka, kąpiel, gazeta. (Właśnie Maluch się obudził, więc koniec blogowania).
Przynajmniej 4 razy w tygodniu poćwiczę sobie coś, przejadę na rowerku stacjonarnym i chcę więcej biegać, póki co 3 razy dopiero mi się udało wyrwać na stadion. 
Najczęściej o 24-ej idę do łóżka, jak cały dom już dawno śpi.


P.S. Czytam wszędzie, tylko nie w pracy. Czytam codziennie, zawsze gdy znajdę choćby 10 minut. Czytam wszystko, ale tylko to co mnie interesuje (a interesuje mnie wiele). 

niedziela, 8 marca 2015

I PO FERIACH ...

Maluch śpi, mąż pojechał do kolegi na PlayStation i nocowanie, więc mam spokój.
Ferie zapowiadały się inaczej, a były ... beznadziejne i cieszę się, że już się skończyły. W pierwszym tygodniu mąż pojechał na kilka dni na Śląsk więc miało być spokojnie, luźno i bez nerwów. A nerwy się skumulowały, bo Mały się rozchorował i w środę kaszlał dosłownie co minutę i dosłownie cały dzień. Byłam w szoku, a tu lekarka dziś nie przyjmie, tylko jutro. Jutro Moni (mojej kuzynki-przyjaciółki) nie ma bo idzie do pracy i nie będzie nas miał kto zawieść. Mąż zabrał samochód, mój u mechanika, brat pojechał na delegację, wszyscy znajomi w pracach do południa ... dramat! Wreszcie telefon do brata, On do mechanika "auto nadal nie ruszone, więc jedź, zabieraj go, zrób co masz zrobić i znów zawieś do mechanika". Sąsiad zawiózł mnie do mechanika, bo na nogach szła bym tam pewnie 45 minut. Następnego dnia do lekarki z kaszlącym i wymiotującym Maluchem - diagnoza - początek jednostronnego zapalenia płuc - super! 


Antybiotyk, leki i cała lista co kiedy i ile dni i co potem. Na szczęście moje dziecko (chociaż nie wygląda) zażywa i je chyba wszystko co mu podsuwam. Tylko te wymioty, biedny, nacierpiał się swoje, bo nawet w nocy budził się i wymiotował. Nasza drewniana podłoga też swoje przeżyła w czasie tej choroby. 
W piątek, późnym wieczorem wrócił mąż i po dziecku nawet nie było większego śladu po chorobie (chociaż liczba i rodzaj leków skazywały co innego). Przyjechał z Dodą. Więc chociaż teraz liczyłam, że będzie zdecydowanie lepiej.
Trochę pooglądaliśmy filmów, trochę poczytałam, trochę pogadałam z małolatami (Doda i bratanice) i jakoś zleciało. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał "hej, ona ma ferie, wieźmy jej syna na 2 godziny niech sobie odpocznie". Dobrze, że chociaż raz się wyrwałam z ekipą, bo zaplanowałam z mężem i dziewczynkami wypad do kina na 4D "Jupiter". Mnie osobiście film się spodobał, chociaż nie ukrywam, że efekty i obsada zrobiły swoje. 
Najlepsze jest to, że wreszcie zaczęłam wygospodarowywać czas na czytanie książek ;-) Kosztem czego? Przygotowywania się do pracy i pilnowania stron internetowych (między innymi tu) których się podjęłam.

poniedziałek, 23 lutego 2015

OSCARY 2015

Jak co roku, zawsze dzień PO, piszę o Oscarach. Nie żebym uważała, że to jedyne, najlepsze wyróżnienia dla aktorów, ale na pewno niezaprzeczalnie najbardziej medialne. 
I znów po 5-ej rano zasiadłam przed telewizorem by zobaczyć, te trzy, ostatnie i dla mnie najważniejsze kategorie.
Ale, ale ... za nim o tym, to ...BRAWO "IDA"!!! chociaż mnie nie urzekł ten film, to i tak się cieszę ;-) 
W tym roku nie miałam faktycznie żadnych kandydatów, ale niektórym kibicowałam z sympatii. I tak ...
NAJLEPSZY FILM - "BIRDMAN" - przykro mi, ale ten film zupełnie do mnie nie przemawia. Nie oglądałam go i zapewne nie będzie na mojej liście zbyt wysoko. Obsada nie powala na kolana - chociaż znam Michael'a Keaton,a  i uważam, że niezły z niego aktor, ale ... to za mało. Film jednak zdobył 4 Oscary!! 
Inne nominowane to: 
"BOYHOOD" - na pewno zobaczę, chociażby ze względu na pomysł reżysera - film kręcono 12 lat by bohaterowie mogli się naturalnie starzeć.  
"GRA TAJEMNIC" - jak wiecie był plan pójścia do kina, ale nic z tego nie wyszło. Nie mniej jednak film na 100% zobaczę na DVD. I nie odstrasza mnie bynajmniej to, że opowieść pomija udział Polaków, bo jak podkreślał scenarzysta (na marginesie, właśnie odebrał Oscara za scenariusz do tego filmu) tu chodzi o przypadek człowieka innego, dziwaka, który nagle robi coś, co wszyscy podziwiają. No i ta obsada - super!
"GRAND BUDAPEST HOTEL" - widziałam. Troszeczkę mnie rozczarował, ale tylko troszeczkę, bo muzyka i obsada - Liga Mistrzów!  
"SELMA" - to film, o którym nie mam bladego pojęcia. A! To już wiem. To film o Afroamerykanach i Kingu. Tu jestem ogromnie tolerancyjna, ba w ogóle nie ma u mnie tematu różnicy skóry, ale nie lubię filmów o gangach i niewolnikach. Pierwsze doprowadzają mnie do szału wulgarnością, agresywnością i uprzedmiotowieniem kobiet, a drugie psychicznie mnie dołują, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce. Tak więc, tego filmu nie zobaczę.
"SNAJPER" - mój mąż koniecznie chce zobaczyć, ja pewnie poczekam na DVD. Uwielbiam Clint'a Eastwood'a jako reżysera (jego "Gran Torino" jest genialne!) i ... tylko dlatego zobaczę ten film, chociaż wiem, że będę płakać, a potem przeżywać długi czas, ale wiem, że Bradley zagrał tam świetnie. 
"TEORIA WSZYSTKIEGO" - odtwórca głównej roli za ten film dostał Oscara, więc wypada zobaczyć, tylko, że to film z gatunku tych trudnych, więc nie obiecuję, że zrobię to w tym roku. 
No i na koniec "WHIPLASH" - chyba nie zobaczę. Nie przepadam za filmami, gdzie muzyka wiedzie prym (dlatego nie widziałam "Nędzników" chociaż bardzo chcę), a już na pewno nie jestem fanem jazzu. Więc póki co, nie. 
Kobiety mają pierwszeństwo...
NAJLEPSZA AKTORKA - JULIANNE MOORE (którą pamiętam w pierwszej kolejności z "Miasto ślepców") za film "Motyl Still Alice". Film, który jeszcze do nas nie trafił. Ale będę chciała go zobaczyć. Mówi o kobiecie, która odkrywa w sobie początki Alzheimera. 
Inne nominowane to Marion Cotillard, Felicity Jones, Reese Whiterspoon i Rosamund Pike (którą ja osobiście bym typowała, bo widziałam "Zaginioną dziewczynę" i jak Wam wspominałam, zagrała tak genialnie, że aż ją znienawidziłam). 
NAJLEPSZY AKTOR - EDDIE REDMAYNE młody chłopak, za rolę Stephen'a Howking'a. Inni nominowani to: Michael Keaton, Steve Carrell, Bradley Cooper i Benedict Cumberbatch.
Aha! Najlepszy film animowany to "WIELKA SZÓSTKA" no oczywiście, że zobaczę!! ;-)
I na koniec kilka sukienek, chociaż żadna nie była jakaś zniewalająca. 



Czerń to rzadkość. Julianne normalna, a Jennifer bardzo kobieca. 


Ciemne srebro - chyba jedyna. Reese bardzo ładnie wyglądała i jaka figura. Podobnie jak Scarlette, którą trochę skrytykowano za ten strój, zupełnie nie wiem dlaczego.


Rosamund w tej czerwieni miała minimalną talię. Nasze śliczne panie trochę skromniutko, a szkoda, bo mamy przecież takich zdolnych projektantów. No i pani Lopez, chyba największa suknia tego wieczoru.